2014 in review

W sumie czemu nie ;) Opublikuję zacny raport WordPressa dotyczący tego, niemalże umarłego bloga ;)

###

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2014 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

A San Francisco cable car holds 60 people. This blog was viewed about 500 times in 2014. If it were a cable car, it would take about 8 trips to carry that many people.

Click here to see the complete report.

Reklamy

waiting for the snow

Piszę na marginesach, zapomniane dawno pragnienia. Listopadowe poranki zastąpiły te grudniowe. Mroźne, bezśnieżne, ciemne. Jestem zawieszona pomiędzy tymi miesiącami. Tkwię bezsilna czekając na śnieg. Śnieg, który momentalnie zmienia cały szary świat w ten z bajki. Skrywa brzydotę miast i smutek wiosek pod puszystą poduszką z płatków. Na pełnia mnie nadzieją, czystością. To nie daty w kalendarzach, a właśnie pierwszy śnieg jest dla mnie wyznacznikiem nowej, niezapisanej karty. Jest czymś, co pozwala wyjść z każdej, najcięższej depresji.

W tym roku śnieg nie nadchodzi. Brakuje mi powietrza. Dłonie marzną coraz częściej. Brakuje tchu, a mroźne powietrze żłobi moje wnętrze, zaklinając je. Zamieniam się w kamień, coraz mocniej odczuwam tą przenikliwą pustkę. Ciszę mojego życia. Nagle nic nie ma. Moje życie zatoczyło koło. Powtarzam schematy, od którzcych uciekałam. W drodze do szczęścia, znowu zabłądziłam. Wszystko bezsensowne, bezcelowe…

Dlaczego? Dlaczego uciekając od schematów rządzących naszym życiem, ciągle wpadamy w nie z rozłożonymi rękoma? Bezpieczeństwo?

W schematy, które nas niszczą. Mnie niszczy schemat życia, który jest mi z góry narzucony. Nie wiem czy tym razem uda mi się przeciwstawić mu. Nie wiem czy uda mi się zmienić w życiu wszystko, co chcę.

Czekam na śnieg, pragnąc odżywienia. Chce zobaczysz iskrzące drobinki w Twoich oczach. I uśmiech, który jest mi tak bliski.


Źródło obrazka: http://itmakesmecalm.soup.io/post/501805320/daniellerose

mgieł nocnych zmora

cropped-tumblr_modphsfkan6y1suvdubo1_500.jpg

Szczękościsk z porażającego nerwostanu. Zapalenie myśli, kolidujące z martwym naskórkiem. Żurawinowa herbata łagodząca objawy jątrzącej się wewnątrz mnie choroby. Synoptyczne drgania wewnętrzne, burzą wewnętrzną harmonię. Spycham złe myśli, gdzieś poza granicę wszechświata. Jestem małym atomem, za słabym, by móc, za słabym, by coś zmienić. Kołyszę się na oceanie mojej własnej porażki, zapierając rękoma z całych siły, by nie utonąć w tej przepastnej otchłani stagnacji. Sypiam wtulona w Twoją pierś, uspokojona ciepłem Twojej rozgrzanej skóry. Mąciwoda ze mnie straszliwa. Przyparta do muru, walcząca bez przerwy. Kombinatorka zapalczywie łaknąca wyjścia z patowej sytuacji. Jeszcze troszkę porannej gimnastyki, łyk odurzającego dymu tytoniowej i sporadyczne czułe słowa. Jestem gotowa. Gotowa stoczyć najcięższy bój. Bój przeciwko bólowi, krzywdzie najstraszniejszej.

Piękno jesiennego deszczu wnika przez nozdrza i łaskocze powieki. Uśmiecham się o poranku, kiedy nikt nie widzi. Chwila spokoju, wytchnienia. Pozbierałam się z tak wielu już roztrzaskanych obrazów, z tak wielu unicestwionych światów… nic już więcej nie zniszczy mnie samej. Jeszcze odrobina woli walki i nadziei, podsycanej przez lodowaty wiatr z północy.

Proszę.

granice

SONY DSC

Potrzebuję czegoś więcej, co sprawi, że zacznę znowu rozkwitać. Czegoś, co wpoi we mnie narcystyczne samozadowolenie ze swojej pracy. Kolejny rozdział wymyty z pożółkłej kartki. Drobinki kurzu opadające majestatycznie na zimne złudzenia niegdysiejszych marzeń. Prostota kalibrująca jestestwo słodką rutyną. Tętno przyspiesza, kiedy zerkam na twoje drgające w lekkim uśmiechu kąciki ust. Serpentyna uniesień rozkwitająca w moim łonie. Drżące powieki zamknięte na wszelkie zło, pełzające zgliszcza mojego dawnego domostwa. Zrzucam skórę co dnia, penetrując własne jestestwo. Zwracam światu część swego niebytu. Plączę się w zeznaniach, pragnąć zatrzymać czas i tę chwilę, która napełnia mnie żarłoczną ufnością. Kocham się w drobinkach złocistego poblasku twoich oczu. Kocham się w cieple twojej skóry, tak blisko mojej. Kocham się w każdej sekundzie wspólnego rytmu życia, a jednak znowu odczuwam niedosyt. Niedosyt, który każe mi przeć naprzód. Rozwijać się, poszukiwać nowych rozwiązań artystycznych. Nowe medium przekazu zapętlone w mojej podświadomości. Chcę poznać swoje własne możliwości. Chcę poznać granicę. Wyznaczyć ją grubą kreską. Przekroczyć z uśmiechem na twarzy. Skończyć z życiem, kiedy sama tego będę chciała – nie dać się zwieźć własnemu przeznaczeniu, umieć decydować o sobie samej. Paraliż senny, zwątpienie, insomnia. Wyciągnę z dna szuflad zakurzone palety i na nowo pokoloruję swój świat, w którym tylko miłość i pasja trzymają mnie przy życiu. Tylko miłość i pasja pozwalają wyjść z pieczary, w której gnieżdżę się od dawien dawna. Tylko ty swoim nawoływaniem sprawiasz, że chcę. Chcę wynurzyć się z bezgranicznej ciemności. Wziąć długo i wyryć swój własny kształt.

Kropelki słodkiej rosy oszroniły moje zmartwione usta w oczekiwaniu.

back to the river

Stąpam cichutko, szukając po ciemku Twoich spłoszonych słów. Ocaliłeś mnie, zasklepiłeś rany. Odnowiłeś złuszczoną strukturę myśli, pragnąc tylko mojego szczęścia. Samotnie walczyłeś, gdy wszystko było przeciwko Tobie, gdy wszystko było przeciw nam, nawet ja sama. Zbudowałeś mnie. Kawałek po kawałeczku. Pozwoliłeś upadać, bym uczyła się na nowo odczuwać. Wlałeś w lodowaty rdzeń, tuż pod skórą, gorące jak wino uczucie. Słodką miłość. Zaróżowiłeś moje policzki swoim szeptem. Zdjąłeś z ramion balast, który odkąd pamiętam, ciążył mi zbyt przeładowanym bagażem. Stopiłam się z tektoniką rytmu wybijanego przez nasze serca. Koisz moje popękane usta, łagodzisz ból pleców, dotykiem ciepłych dłoni, ogrzewasz zmarzniete stópki… Prostota naszej miłości jest magią. Żywą, ciepłą, człowieczą. Jedyną, jaką kiedykolwiek w życiu czułam. Nic się nie zmienia z upływem czasu, zakochuję się w Tobie codziennie na nowo. Pozwoliłam Ci się oswoić, nie zawiodłeś mnie. Nigdy mnie nie zawiedziesz…

JESTEM SZCZĘŚLIWA!

spalone oceany

Myślałam, że mogę Ci ufać, że mnie nie oszukasz, że nie okradniesz. Myliłam się, jak zawsze. Moja intuicja podpowiadała mi całą prawdę o Tobie. Śmieszne, jak bardzo potrafisz krzywdzić osoby, które zrobiły dla Ciebie wszystko. Przyjęłam Cię pod swój dach, nakarmiłam, napoiłam… POMAGAŁAM zawsze, a mimo to z Twoich ust usłyszałam same kłamstwa. Myślisz, że jestem naiwna, że wierzę w tę całą bajeczkę o raku, o gwałtach opowiadanych przy każdej nowopoznanej osobie? MANIPULUJESZ. Jesteś pieprzonym hipokrytą.

Poczułam ulgę, gdy dzisiejszego dnia opuściłeś mój świat. Zatrzasnęłam drzwi, wzmocniłam, założyłam zamki i kłódki – już nie wrócisz. NIGDY Ci na to nie pozwolę. Być może to przeczytasz kiedyś. Zrozumiesz jak bardzo mnie zraniłeś. Jak bardzo RANISZ KAŻDĄ OSOBĘ, która chce Ci pomóc. Może zrozumiesz, że NISZCZYSZ ludzi, bo sam jesteś wrakiem, zakichanym, pazernym WRAKIEM człowieka. W Tobie nie ma żadnych zasad, zabawa, przygodny seks, przyjaciół masz w dupie, gdy tylko spotkasz kogoś, kto wyda Ci się bardziej interesujący i bardzie ekscytujący. NIGDY nie doceniasz.

Poszarpałeś moją duszę. NIKT NIGDY MNIE TAK NIE ZRANIŁ, a jak wiesz, raniono mnie mocno, do szpiku kości wbijano kolczasty drut i szpikulec, rozrywając i śmiejąc się ze swojego dzieła. NIGDY nie sądziłam, że okażesz się tym, kto sprawił, że umarła cząstka mnie samej. Zamknęłam ją gdzieś daleko, wymazałam zanurzając się w myśloodsiewni. Popękałam.

NIE DAM CI JEDNAK SATYSFAKCJI. Nie wygrałeś. To ja wygrałam, bo dzięki Tobie nauczyłam się wielu rzeczy. TERAZ WIEM. Więcej niż Ty kiedykolwiek się dowiesz. NIE DOŚWIADCZYSZ PRAWDZIWEJ, DŁUGIEJ MIŁOŚCI, bo sam takowej nie możesz dać. ANI PRZYJAŹNI. Dziękuję Ci, bo nauczyłam się więcej o sobie. UMIEM PRZEZ TO PRZEJŚĆ. I będę silniejsza niż Ty kiedykolwiek będziesz. W gruncie rzeczy jesteś tchórzem, wiesz? Cieszę się, że nie ma Ciebie już w moim życiu. Mam nadzieję, że nowe osoby, które omamiłeś szybciej poznają się na Twojej sztucznej sympatyczności i szybciej odkryją fałsz i pozę męczennika, którą zawsze przywdziewasz.

Żegnaj, nie żałuję, że Ciebie już nie ma, przyjacielu. 


źródło zdjęcia: http://puella13.soup.io/post/447052924/Image

złość

SONY DSC

Złość przelewająca się z miejsca na miejsce. Krystalizacja planów i roztopione lody nikczemnej przyszłości. Zdrada przyjaźni kołkiem tkwi w sercach nieodpornych. Złość napędzająca krew, wypełniająca pory. Nie warto się starać, skoro sam spędzasz godziny na nie-staraniu-się i wszędobylskich kłamstwach. Tchórzem jesteś. Pazerną pijawką spijającą z dobrych serc.

Kiedyś jednak wszystko się kończy, bo wszystko ma jakieś granice. Wszystko ma swoje ramy, prowadzące do niechybnej porażki, zawodu. Dziwna pochyła zaczerpnięta z Twojego własnego życia, kumulująca największy zawód, jakiego mogłam doświadczyć.

* * *

Pięknie jest uśmierzać ból bliskością Twojego ciepła, czułym spojrzeniem wnikającym w moje znerwicowane jestestwo. Piękna każda chwila, kiedy mogę być. Z Tobą. Obok Ciebie.